wtorek, 18 sierpnia 2015
Proszę o mały znak od was
Napiszcie czy chcecie nowy rozdzialik. Chętnie napiszę dla was. Tęsknię za tym ale jak nie mam dla kogo? To po co?
czwartek, 4 czerwca 2015
Wszystko zależy od was 😋
Hej. Mam dylemat. Nikt nie czyta ani nie komentuje tego bloga. Nie wiem czy dalej go pisać. Los tego bloga zależy od was. Zostawcie tylko po sobie komentarz pod tym postem, a będę wiedziała, że mam dla kogo pisać. Całuje i pozdrawiam
T.B 😋
T.B 😋
niedziela, 24 maja 2015
Rozdział 2
Biegłam, a raczej uciekałam. Ale przed czym, a może przed kim? Nagle cofnęłam się w czasie, przecież to niemożliwe, a jednak. Teraz już wiem dlaczego uciekałam. Wchodzę do jego domu, drzwi były otwarte. Kieruję się do jego pokoju, jednak to co tam widzę strasznie mnie rani. Kevin całuje się z moją najlepszą i jedyną przyjaciółką - Isabelle. Szybko wybiegam z jego pokoju, nie zwracam uwagi na jego krzyki abym się zatrzymała. Biegnę przed siebie, czuję jak serce pęka mi na tysiące kawałeczków, a łzy płyną jak strumienie.
Budzę się zlana potem i zapłakana. Wspomnienia są najgorsze. Mój mózg chyba ma taką specjalną teczkę na złe wspomnienia i potem uruchamia je podczas snu. Idę do łazienki wziąć prysznic. Ciepłe strumienie działają na mnie kojąco. Po jakiś dziesięciu minutach wychodzę z kabiny. Szybko się ubieram i kieruje się do kuchni, z której wydobywa się aromat kawy.
- Cześć Jacob.
- Heeej Jen- przedłużył ziewnięciem.
- Czemu nie śpisz? Powinieneś jeszcze leżeć w łóżku, jak to robiłeś w domu.- Zdziwiłam się, bo była 6.00.
- Mógłbym cię zapytać o to samo, lecz tego nie zrobię. - odpowiedział z uśmiechem na twarzy.
- Ok. Poddaje się - Obydwoje się śmialiśmy popijając czarną ciecz.
Była te godzina 9.00, gdy ,,jaśnie pan" David raczył wstać. Podczas jedzenia śniadania panowała miła atmosfera. Gdy już zjedliśmy zapytałam się ich:
- Chłopaki idziemy na spacer??
- No jasne! - Krzyknęli jednocześnie.
Szybko wyszliśmy z domu. Szliśmy w kierunku parku. Chłopaki tak samo jak ja podziwiali widoki miasta. Świeże powietrze działa na mnie kojąco. Rozmyślałam o tym co mnie spotkało i co może spotkać. Szłam z nie uważając na otaczający mnie świat, jednak to był zły pomysł. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Jezu! Przepraszam! Nic ci nie jest?! - Co ja najlepszego zrobiłam? Mogłam iść i trochę zainteresować się światem.
- Nie nic mi nie jest. A u ciebie wszystko w porządku? - Jego niebieskie oczy patrzyły prosto w moje. Czułam jakby moje nogi robiły się jak z waty.
- Wszystko w porządku. Dobra.To cześć? - Czemu musiałam tak zareagować?
- Ok. Pa. - Czy mi się zdawało czy puścił mi oczko? Mniejsza. Szybko rozeszliśmy się w swoje strony.
- Ej...Jen.Widziałem jak na siebie patrzyliście. Będę miał szwagra?? Co?
- Jesteś idiotą? Czy Bóg ci rozum odebrał? Bo po twoich idiotycznych pytaniach tak stwierdzam. Ja nawet gościa nie znam, ale spoko.
- Nikt mi rozumu nie odebrał. Po prostu martwimy się o ciebie. Nie chcemy aby ktoś zranił cię tak jak Kevin. Co nie Job?(skrót od imienia Jacob wymyślony przeze mnie. Autorka) - Od kiedy on taki jest?! Zawsze mi dokuczał. A teraz martwi się o mnie! Jacob zawsze martwi się o wszystkich tylko nie o siebie.
- Prawda Jennifer.
- Popieprzyło cię David! Ale koniec tematu. Idziemy do domu?
- Tak - odpowiedzieli wspólnie. Szliśmy w ciszy.
Gdy byliśmy już w domu zrobiłam obiad, bo wszyscy byliśmy głodni.
Podczas obiadu trwała krępująca cisza w końcu dałam im propozycję.
- Ej słuchajcie a co myślicie o tym żeby wziąć psa? - Twierdząc po minach chłopaków zdziwili się bardzo.
- Co??? I ty mówiłaś, że mi Bóg rozum odebrał. Kto będzie się nim opiekował? Hmm? Pomyślałaś o tym, że będzie zostawał sam?
- Tak. Ja mam wszystko zaplanowane. Myślałam nad tym długo i w końcu wymyśliłam, że weźmiemy jakiegoś psiaka. - Jacob nic nie mówił tylko nam się przyglądał. W końcu wziął udział w dyskusji.
- David pomyśl pies nauczy nas odpowiedzialności. Będziemy się nim opiekować razem. - WOW! Kto to powiedzial? Mój mały braciszek.
- David zgadzasz się? - zapytałam pełna ekscytacji.
- A mam inne wyjście? No właśnie. Tak zgadzam się. - odpowiedział z uśmiechem, chciał jeszcze coś powiedzieć ale nie zdążył bo się na niego rzuciłam.
- Jennifer. Spokojnie. Idziemy dzisiaj po psa czy kiedy? - spojrzał na mnie. W moich oczach zauważył odpowiedź.
- No jeszcze się pytasz?! Oczywiście, że dzisiaj. Co nie Job???
- No jasne.
Szybko wyszliśmy z domu, kierując się do schroniska, które jak się okazało jest 20 minut drogi od naszego domu. W schronisku przywitała nas jakaś pani, która powierzyła nas opiece młodej dziewczynie jak się okazało po pewnym czasie ma na imię Susanne. Zaprowadziła nas do miejsca, w którym było pełno boksów. Chodziliśmy i patrzyliśmy na te wesołe mordy proszące o zabranie ich stamtąd. Jednak w końcu zauważyliśmy psiaka typu golden retriever. Siedział w spokoju. Jako jedyny nie skakał, nie szczekał lecz siedział i patrzył na nas wzrokiem pełnym bólu, prośby i smutku. Odrazu zdecydowałam, że to on zagości w naszym domu.
- Bierzemy jego. Jest idealny. Zakochałam się w nim.
- Dobrze. Chcecie iść z nim na spacer?
- Jeszcze pytasz nie widzisz jak ona się patrzy na tego psa? A ile on ma? - Zapytał David.
- On ma 4 miesiące wabi się Mickey. To chodźmy. - wyszliśmy ze schroniska. Po 30 minutach znowu tam wróciliśmy tylko po to aby odprowadzić Susan i załatwić formalności. Szybko się z tym uporaliśmy. Gdy wychodziliśmy dostaliśmy wyprawkę dla Mickey'a. Chodził wspaniale.
Dochodziła godzina 19.30. Pies zaaklimatyzował się w szybkim tempie. Ehhh... Jutro szkoła. Nowe znajomości, szczerze to tego nienawidzę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej wam w ten miły, leniwy niedzielny wieczór. Chcę również powiedzieć że dedykuję ten rozdział Miraabelci :3 . Dzięki, której napisałam ten rozdział. Myślę że jest ok. I jak zauważycie błędy to piszcie śmiało. A i ostatnia wiadomość każdy rozdział będę komuś dedykować tylko jeden rozdział jednej osobie.
Oczywiście jeśli tego chcecie 😁
piątek, 22 maja 2015
Rozdział 1.
Robiła to co należy, sprzątała. Jednak coś ją gryzło, nie mogła się skupić na tym co robiła. Przeprowadziła się niedawno. Nie chciała tego robić, ale wiedziała, że musi. Musiała opuścić miejsce, w którym tak naprawdę nic jej nie trzymało, ale… jednak coś: wspomnienia, miejsca o których wiedziała tylko ona. Jednak te złe wspomnienia często górowały nad nią. Nagle w jej kieszeni zawibrowała komórka. Wyjęła ją z kieszeni i gdy tylko zobaczyła kto dzwoni osłupiała.Dzwonił do niej ten, którego nie chciała już więcej widzieć ani słyszeć. Jednak głosik w jej głowie podpowiadał jej, aby odebrała. I tak zrobiła.
-Hej Jennifer- powiedział ,,ten” ktoś.Od razu poznała kto to. Zdenerwowała się.
- Cz,cz,cześć- odpowiedziała. On zachowywał się jak gdyby nigdy nic! Jak tak może?!?!- Po co dzwonisz?! Nagle sobie przypomniałeś, że istnieje jeszcze ktoś taki jak dzieci?!!- Wkurzyła się na niego strasznie. Krzyczała do słuchawki.
-Pocze- nacisnęła czerwoną słuchawkę, nie chciała go słuchać. Była za bardzo na niego zła. Miała do niego żal, za to co zrobił. Po chwili do pokoju wbiegły dwie osoby. Byli to jej bracia, David i Jacob. Oni również wiedzieli kto dzwoni, zorientowali się po zachowaniu siostry.
-Znowu dzwonił? Czego jeszcze od nas chce?-zapytał najmłodszy z nich, Jacob
-Nie wiem rozłączyłam się od razu.Wystarczy, że na nas płaci i tyle.-odpowiedziała Taylor.- Dobra kto dzisiaj przygotowuje śniadanie???-spojrzała na David’a jednak ten odwrócił wzrok i rzekł:
-Może ty Jen??? Jesteś dziewczyną.
- A ty jesteś najstarszy-mierzyli się wzrokiem,lecz jej brat był taki, że nie umiała mu odmawiać zbyt długo.W końcu się zgodziła.-Ok. Ja przygotowuje śniadanie, ale za to ty Davidzie będziesz zmywał. A potem pójdziesz razem z Jacobem na zakupy. Zrobię wam listę. Ok???
-Dobra- odpowiedzieli równocześnie
Po przygotowaniu i zjedzeniu posiłku Taylor napisała listę i postanowiła zapoznać się z okolicą. Szybko weszła do pokoju brata po bluzę, myślała, że wyjdzie niezauważona, jednak myliła się.Wychodząc z pokoju brata zauważył ją David. Dziewczyna najszybciej jak umiała założyła buty i wybiegła na zewnątrz, krzycząc na odchodne- Pa. Idę pobiegać będę za jakąś godzinkę. Idźcie na zakupy, lista jest na stole !!
Miasto jest wielkie. Wyniosłe wieżowce i inne budynki. Niedaleko mojego domu jest wielki park. Biegłam bardzo szybko odkąd uciekłam Davidowi. Po jakiś 40 minutach sprintu stwierdziłam, że czas na postój. Nawet się nie spodziewałam, że mam tak dobrą kondycję.
- Hej. Pewnie jesteś nowa w tym mieście, bo jeszcze nigdy cię nie widziałem tutaj.- Wystraszyłam się. Jednak po chwili znów byłam Jennifer tą twardą i nie bojąca się niczego.
- Hej. Tak jestem tutaj nowa. A ty?
- Ja mieszkam tutaj od urodzenie. Jestem William a ty piękna istoto jak cię zwą???- Powiedział ponętnie
- Nie jestem piękną istotą po pierwsze, a po drugie nie flirtuje z osobami które znam ledwo 2 minuty. I mam na imię Jennifer.
- Ok. A gdzie będziesz chodzić do szkoły, bo na moje oko jesteś w moim wieku czyli 3 gimnazjum. Prawda???
- Tak chodzę do trzeciej klasy gimnazjum. I do szkoły na ulicy Kinga a ty gdzie chodzisz do szkoły???
- Fajnie będziesz ze mną w klasie- Jak on się cieszył z tego.
- A jak wabi się twój psiak?
- Mozart -odpowiedział zadowolony z siebie.
- Ciekawie. Ja już biegnę. Pa. Do zobaczenia w szkole. - W końcu go spławiam. Miły typ, podobny do Davida. Ale co za dużo to niezdrowo. Trzeba się zbierać do domu. Ciekawe czy zrobili zakupy.
Po około 10 minutach byłam już w domu, dochodziła godzina 14. Chłopaków nie było w domu. Zastałam tylko karteczkę ,, poszliśmy na zakupy. Taylor możesz mi posprzątać w pokoju oraz wypierz tę bluzę, którą mi wzięłaś. David."
Co za czubek. Myśli, że jest najstarszy to wszystko mu można. Chociaż, że jest największym idiotą jakiego znam to i tak go kocham. Jacob jest jego przeciwieństwem. Jest cichy, nieśmiały i jest moim młodszym, kochanym braciszkiem, którego muszę bronić za wszelką cenę.
Nagle po całym domu rozległ się dźwięk dzwonka. Wyjrzałam kto to. Okazało się, że to moi mądrzy bracia zapomnieli kluczy. Trochę ich wkurzę.
Halo! Siostra! Otwórz proszę! - krzyknął David. Jednak ja będę uparta!
Taylor możesz otworzyć?! Wiem, że jesteś w domu. To jak otworzysz? Wiem, że chcesz nas wkurzyć- Po kilku minutach im otworzyłam. Byli nieźle wkurzeni a mnie bawiły ich miny. Zaczęłam się śmiać z tych min, w końcu i oni śmiali się razem ze mną. Gdy zobaczyłam pełne torby ucieszyłam się ,, będę miała z czego zrobić obiad".
O godzinie 16 zasiedliśmy do posiłku. Jedliśmy w miłej atmosferze. David opowiedział kilka żartów. Gdy skończyliśmy jeść chłopaki szybko poszli do pokojów, a mi zostawili zmywanie. Jak zwykle. Kiedy usłyszeli, że zmywam wyszli z pokoi.
Przez resztę dnia siedzieliśmy i oglądaliśmy TV. Potem tylko zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Ja nie mogłam usnąć. Bałam się jak będzie w nowej szkole. Przecież już pojutrze miał się rozpocząć rok szkolny
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Hej. Myślę, że spodoba Wam się mój blog. Będę starała dodawać notki jak najczęściej. I tak wgl. to się przedstawię. Mam na imię Taylor . Urodziłam się w Polsce a imię zagraniczne bo mam babcię z Ameryki. Piszę tego bloga bo mam dużo czasu , ponieważ mam złamaną prawą rękę i się strasznie nudzę, ale spokojnie jak zaczęłam to i skończę. Na pisanie zbieram się jakiś rok. Tak wiem długo, ale cóż…Dobra to tyle. A i jeszcze mam prośbę. Jak zauważycie jakieś błędy to śmiało piszcie bo nie jestem najlepsza w pisaniu.
CZYTASZ=KOMENTUJ
Proszę wtedy będę wiedziała, że mam dla kogo pisać
-Hej Jennifer- powiedział ,,ten” ktoś.Od razu poznała kto to. Zdenerwowała się.
- Cz,cz,cześć- odpowiedziała. On zachowywał się jak gdyby nigdy nic! Jak tak może?!?!- Po co dzwonisz?! Nagle sobie przypomniałeś, że istnieje jeszcze ktoś taki jak dzieci?!!- Wkurzyła się na niego strasznie. Krzyczała do słuchawki.
-Pocze- nacisnęła czerwoną słuchawkę, nie chciała go słuchać. Była za bardzo na niego zła. Miała do niego żal, za to co zrobił. Po chwili do pokoju wbiegły dwie osoby. Byli to jej bracia, David i Jacob. Oni również wiedzieli kto dzwoni, zorientowali się po zachowaniu siostry.
-Znowu dzwonił? Czego jeszcze od nas chce?-zapytał najmłodszy z nich, Jacob
-Nie wiem rozłączyłam się od razu.Wystarczy, że na nas płaci i tyle.-odpowiedziała Taylor.- Dobra kto dzisiaj przygotowuje śniadanie???-spojrzała na David’a jednak ten odwrócił wzrok i rzekł:
-Może ty Jen??? Jesteś dziewczyną.
- A ty jesteś najstarszy-mierzyli się wzrokiem,lecz jej brat był taki, że nie umiała mu odmawiać zbyt długo.W końcu się zgodziła.-Ok. Ja przygotowuje śniadanie, ale za to ty Davidzie będziesz zmywał. A potem pójdziesz razem z Jacobem na zakupy. Zrobię wam listę. Ok???
-Dobra- odpowiedzieli równocześnie
Po przygotowaniu i zjedzeniu posiłku Taylor napisała listę i postanowiła zapoznać się z okolicą. Szybko weszła do pokoju brata po bluzę, myślała, że wyjdzie niezauważona, jednak myliła się.Wychodząc z pokoju brata zauważył ją David. Dziewczyna najszybciej jak umiała założyła buty i wybiegła na zewnątrz, krzycząc na odchodne- Pa. Idę pobiegać będę za jakąś godzinkę. Idźcie na zakupy, lista jest na stole !!
Miasto jest wielkie. Wyniosłe wieżowce i inne budynki. Niedaleko mojego domu jest wielki park. Biegłam bardzo szybko odkąd uciekłam Davidowi. Po jakiś 40 minutach sprintu stwierdziłam, że czas na postój. Nawet się nie spodziewałam, że mam tak dobrą kondycję.
- Hej. Pewnie jesteś nowa w tym mieście, bo jeszcze nigdy cię nie widziałem tutaj.- Wystraszyłam się. Jednak po chwili znów byłam Jennifer tą twardą i nie bojąca się niczego.
- Hej. Tak jestem tutaj nowa. A ty?
- Ja mieszkam tutaj od urodzenie. Jestem William a ty piękna istoto jak cię zwą???- Powiedział ponętnie
- Nie jestem piękną istotą po pierwsze, a po drugie nie flirtuje z osobami które znam ledwo 2 minuty. I mam na imię Jennifer.
- Ok. A gdzie będziesz chodzić do szkoły, bo na moje oko jesteś w moim wieku czyli 3 gimnazjum. Prawda???
- Tak chodzę do trzeciej klasy gimnazjum. I do szkoły na ulicy Kinga a ty gdzie chodzisz do szkoły???
- Fajnie będziesz ze mną w klasie- Jak on się cieszył z tego.
- A jak wabi się twój psiak?
- Mozart -odpowiedział zadowolony z siebie.
- Ciekawie. Ja już biegnę. Pa. Do zobaczenia w szkole. - W końcu go spławiam. Miły typ, podobny do Davida. Ale co za dużo to niezdrowo. Trzeba się zbierać do domu. Ciekawe czy zrobili zakupy.
Po około 10 minutach byłam już w domu, dochodziła godzina 14. Chłopaków nie było w domu. Zastałam tylko karteczkę ,, poszliśmy na zakupy. Taylor możesz mi posprzątać w pokoju oraz wypierz tę bluzę, którą mi wzięłaś. David."
Co za czubek. Myśli, że jest najstarszy to wszystko mu można. Chociaż, że jest największym idiotą jakiego znam to i tak go kocham. Jacob jest jego przeciwieństwem. Jest cichy, nieśmiały i jest moim młodszym, kochanym braciszkiem, którego muszę bronić za wszelką cenę.
Nagle po całym domu rozległ się dźwięk dzwonka. Wyjrzałam kto to. Okazało się, że to moi mądrzy bracia zapomnieli kluczy. Trochę ich wkurzę.
Halo! Siostra! Otwórz proszę! - krzyknął David. Jednak ja będę uparta!
Taylor możesz otworzyć?! Wiem, że jesteś w domu. To jak otworzysz? Wiem, że chcesz nas wkurzyć- Po kilku minutach im otworzyłam. Byli nieźle wkurzeni a mnie bawiły ich miny. Zaczęłam się śmiać z tych min, w końcu i oni śmiali się razem ze mną. Gdy zobaczyłam pełne torby ucieszyłam się ,, będę miała z czego zrobić obiad".
O godzinie 16 zasiedliśmy do posiłku. Jedliśmy w miłej atmosferze. David opowiedział kilka żartów. Gdy skończyliśmy jeść chłopaki szybko poszli do pokojów, a mi zostawili zmywanie. Jak zwykle. Kiedy usłyszeli, że zmywam wyszli z pokoi.
Przez resztę dnia siedzieliśmy i oglądaliśmy TV. Potem tylko zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Ja nie mogłam usnąć. Bałam się jak będzie w nowej szkole. Przecież już pojutrze miał się rozpocząć rok szkolny
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Hej. Myślę, że spodoba Wam się mój blog. Będę starała dodawać notki jak najczęściej. I tak wgl. to się przedstawię. Mam na imię Taylor . Urodziłam się w Polsce a imię zagraniczne bo mam babcię z Ameryki. Piszę tego bloga bo mam dużo czasu , ponieważ mam złamaną prawą rękę i się strasznie nudzę, ale spokojnie jak zaczęłam to i skończę. Na pisanie zbieram się jakiś rok. Tak wiem długo, ale cóż…Dobra to tyle. A i jeszcze mam prośbę. Jak zauważycie jakieś błędy to śmiało piszcie bo nie jestem najlepsza w pisaniu.
CZYTASZ=KOMENTUJ
Proszę wtedy będę wiedziała, że mam dla kogo pisać
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)